Niesamowite
jak bardzo nie mamy wpływu na to, kto usiądzie obok nas (jeżeli
podróżujemy sami) albo dosiądzie się np. do przedziału (jeżeli
podróżujemy nie wystarczająco dużą bandą). Na prawdę, wszystko
zależy od widzimisię losu, Boga/ów, przypadku, czy kogo tam
jeszcze. To właśnie moment, w którym wierzący mogą do woli pytać
swoich stwórców : ŁAJ koło MNIE?! I doszukiwać się ukrytego
sensu i nadesłanego z góry/dołu/boków przesłania.
Oczywiście, zdarzają się
mili współtowarzysze drogi, jak na przykład Pan z "Tam i z powrotem", o Hobbicie z oryginalnego tekstu nie wspominając,
ale blog miał być o cieniach, więc proszę bardzo, żeby nikt mi
nie mógł nic zarzucić:
Poranny
pociąg relacji Rzeszów-Przemyśl, okolice godziny 4. Założę się,
że pewna była komunistka, świętej pamięci poetka, nie podróżowała
o tak zabójczej porze. Inaczej nie pisałaby bredni w stylu: "nie
ma to jak powolne, rozciągnięte w czasie przejażdżki podmiejskimi
pociągami, kiedy to można dokładnie przyjrzeć się tym wszystkim
uroczym domkom, ogródkom, sadkom i babuleńkom na ławeczkach przy
kapliczkach, a jak taki pociąg stanie pośrodku niczego – ach to
już pełen orgazm!" O przepraszam najmocniej, orgazm w słowniku
tej pani raczej nie występował.
Wracając
do historii, ledwo co umościliśmy się wygodnie, a tu nagle pojawia
się młodzieniec, o twarzy pokrytej krostami i głosem sugerującym
ilość wypitego już alkoholu, pyta:
- Przepraszam łaskawie,
ale czy ktoś z państwa, nie napiłby się ze mną wódki? - zanim
zdążyłyśmy wymienić zaskoczone i zniesmaczone spojrzenia, nasz
jedyny wtedy mężczyzna, Biały, krzyknął:
Lecimy! I pognał w
stronę młodzieńca. Usiedli w kącie i, jak to się ładnie mówi,
zaczęli łoić wódę prosto z butelki. Nowy kolega co chwilę
odwracał się do nas i krzyczał rzeczy w stylu: Dziewczyny! Wasze
zdrowie! Bo mojego szkoda! I koleżki też! (Chodziło oczywiście o
Białego, ale nie wiadomo, czy jego zdrowia też było szkoda, czy
wręcz przeciwnie). Ciekawie zrobiło się, kiedy, za którymś tam
razem, nasz mocno pijany już, ale ciągle nowy, towarzysz, wychynął
zza siedzenia i zawołał:
- Dziewczyny! Uganda! -
zanim znów, zdążyłyśmy wymienić wiadome spojrzenia, kontynuował
– tak mój głuchoniemy kolega mówi na Ukrainę - Uganda. Ja się
go pytam, co to kurwa jest Uganda, a on na to, że Ukraina. Ja nie
wiem, ale on się urodził w Rzeszowie, kocham go! I on tak mówi. A
moja Babcia (tak, dokładnie słychać było szacunek wielkiej
litery) jeździła na Ukrainę i tam robiła złoto, i w Polsce
sprzedawała, a teraz mieszka w złotym domu.
Och ta pijana męska
polskość, pełna wylewności i szacunku (sza-cun-ku) dla rozmówcy.
Zastanawiałam się nad tym fenomenem, dopóki z zadumy nie wyrwało
mnie entuzjastyczne:
- Kocham cię!
- Bez takich mi tu! Oprócz
wódki, nic nas nie łączy! - prostuje Biały. Kiedy chwilę później
nastąpiła licytacja, który z panów ma bardziej proste jeansy,
odpadłam. Obudziłam się dopiero, kiedy, mocno sponiewierany,
chłopak zbierał się do wyjścia. W przejściu zdarzył się z
konduktorem.
- Panie! Szczęśliwego
Nowego Roku! - małe didaskalia: to wszystko działo się na dobre
dwa tygodnie przed sylwestrem, ale kto by to liczył.
- Panie! Lepiej to zakręć!
- odwarknął konduktor podnosząc butelkę z przepitką, zapitką,
podpitką, przepojką czy jak cię tam nazywają. - Gorzej niż w
chlewie! Wysiadasz tu? No to już. Uważaj! Bo polecisz!
- Panie! Panie kocham Cię!
- usłyszeliśmy, już z peronu, znaną śpiewkę.
Ostatnim
akordem i obrazem, który na zawsze zapadł nam w pamięć, jest
twarz owego młodzieńca, groteskowo podświetlona przez tablicę
informacyjną pociągu i dłonie złożone w serce. Biegł jeszcze za
nami, kiedy ruszyliśmy. Trochę baliśmy się, że wpadnie pod koła
pojazdu, ale szczęśliwie Bóg Pijanych istnieje na prawdę i
opiekuje się swoimi wiernymi.
Następnego
dnia Biały złożył nam piękną samokrytykę:
-Powinienem zastanowić
się nad całym swoim życiem. – powiedział. – To nie
pierwsza, taka moja rozmowa, dużo jeżdżę pociągami...
Nie ma
więc tego złego, co by na dobre nie wyszło. A w środkach
transportu zdarzają się dużo gorsi pasażerowie: żule, małe
dzieci, pijani anglicy na wieczorach kawalerskich. Tak, zdecydowanie
mogło być gorzej, a z tego spotkania, wyszła całkiem zgrabna
historia.
![]() |
Wnętrze marszrutki, z wyklejanką "Błogosławię drogę twoją", skoro już o różnych Bogach rozmawiamy, to tak mi się jakoś skojarzyło |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz